
Dystans królewski jest bardzo pożądanym dystansem do ukończenia wśród wielu biegaczy. Wielu już ma wyśrubowany swój rekord życiowy, a inni dopiero zapoznają się z czym to się je. Wielu po prostu chce ukończyć i zapomnieć, ale jak to się mówi apetyt rośnie w miarę jedzenia i mało kto kończy na jednym maratonie. Bardzo często start w maratonie jest startem docelowym w sezonie, co jest bardzo mądrym rozwiązaniem, bo jednak treningu musi być ukierunkowany bardzo wąskotorowo. Trzeba wykonać zadaną robotę i nie ma, że boli. Ok - wiemy, że trzeba wykonać sporą robotę do maratonu, ale co po maratonie?
Właśnie wielu biegaczy narzeka, że po maratonie nogi są tzw. zajechane i mega zbite. To naturalne, że się tak dzieje, bo mega dojechaliśmy swoje nogi i w ogóle cały organizm, ale jest pewien sposób, który pozwala o wiele szybciej powrócić moc w nogach. Osobiście wszyscy moi zawodnicy otrzymują takie zalecenie w planie treningowym po maratonie i Ci co to robią bardzo dziękują i widzą mega różnicę w porównaniu do poprzednich startów, w którym tego nie robili.
A więc na jeden dzień po maratonie wykonujemy jednostkę treningową, w której wychodzimy na 4 km wolniutkiego, swobodnego biegu, można to nazwać nawet delikatnym joggingiem. Tempo ma być bardzo wolne i swobodne. Teraz zależnie od danego zawodnika - jeden będzie mógł biec w miarę normalnie, a drugi będzie mieć nogi tak zajechane, że ledwie może chodzić. Mimo wszystko należy się zmusić i wolniutko z nóżki na nóżkę biec, może to być przeplatane nawet marszo-biegiem. Chodzi o to, że by pobudzić krążenie krwi w nogach dzięki czemu o wiele szybciej kwas mlekowy usuwa się z organizmu. Pierwsze 2 km będą ciężkie i bolesne, ale po kilkunastu minutach nogi będą w coraz lepszym stanie. Po takim truchcie nogi o wiele szybciej się regenerują.
Moi drodzy, tak więc nie siadajcie na tyłku dzień po maratonie i zmuście się do wyjścia na truchtanko, które pomoże wam szybciej wrócić nogi do stanu używalności.
Współpraca/plany treningowe: marcinwitkowski1985@gmail.com