
Żyjemy w czasach, w których technologia jest obecna praktycznie wszędzie. Ułatwia nam życie, pracę, komunikację i trening. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy korzystać z niej bez umiaru. Dotyczy to również regeneracji, która dla wielu biegaczy staje się coraz większym problemem.
Wyobraźmy sobie sytuację. Wykonujesz ważny trening na przykład mocne odcinki na stadionie. Wracasz do domu, bierzesz prysznic i teoretycznie później odpoczywasz. Tylko czy na pewno?
Jeszcze kilkanaście lat temu odpoczynek oznaczał rzeczywisty odpoczynek. Dziś większość osób po treningu od razu sięga po telefon. Facebook, instagram, wiadomości, filmy, internet. Fizycznie leżymy na kanapie, ale nasz mózg cały czas pracuje. Podobnie wygląda sytuacja przed snem. Zamiast wyciszyć organizm, bombardujemy go kolejnymi bodźcami.
W efekcie coraz trudniej o prawdziwą regenerację zarówno fizyczną, jak i psychiczną.
Bieganie zawsze było jedną z najprostszych form aktywności fizycznej. Wystarczyły buty, wygodny strój i chęci. Jednak wraz z rozwojem technologii ten prosty sport zaczął się coraz bardziej komplikować.
Najpierw pojawiły się zegarki GPS. Później pomiar tętna. Następnie analiza kadencji, poziomu regeneracji, obciążenia treningowego, jakości snu i dziesiątki innych wskaźników. Obecnie wiele zegarków pozwala nawet słuchać muzyki bez telefonu.
Niektóre rozwiązania są naprawdę przydatne. Przykładem mogą być mapy w zegarkach, które znacząco ułatwiają orientację podczas biegów ultra i ograniczają ryzyko pomyłek na trasie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy zawodnik skupia się bardziej na analizowaniu danych niż na samym treningu.
Statystyki takie jak tętno mogą być pomocne, jeśli potrafimy je właściwie interpretować. Jednak większość amatorów nie wyciąga z nich żadnych praktycznych wniosków. Jeszcze mniej przydatne są wskaźniki regeneracji czy różnego rodzaju oceny gotowości treningowej, które dla 99% biegaczy nie mają realnego wpływu na poprawę wyników.
Zamiast pomagać, często jedynie zaśmiecają głowę kolejnymi liczbami.
Zdarza się nawet, że zawodnicy posiadają zegarki warte kilka tysięcy złotych, a nie potrafią wykorzystać ich podstawowych funkcji podczas treningu na stadionie.
Kolejnym przykładem wpływu technologii na bieganie są buty z płytką węglową.
Nie da się ukryć, że nowoczesne konstrukcje przyczyniły się do poprawy rekordów świata na długich dystansach. Wystarczy spojrzeć na wyniki osiągane w ostatnich latach. Technologia rzeczywiście działa.
Pytanie brzmi jednak: czy jest potrzebna każdemu?
Moim zdaniem nie.
Coraz częściej można spotkać sytuacje, w których trenerzy polecają buty karbonowe praktycznie wszystkim swoim podopiecznym. Tymczasem biegacz pokonujący zawody w tempie 5:00 czy 6:00 min/km nie uzyska z nich takich korzyści jak zawodnik walczący o bardzo szybkie wyniki.
Co więcej, niewłaściwe korzystanie z karbonów może prowadzić do problemów. Takie buty zmieniają pracę stopy, rozleniwiają część struktur odpowiedzialnych za naturalną amortyzację i mogą utrwalać niekorzystne wzorce ruchowe.
Karbon to świetne narzędzie, ale przeznaczone głównie dla zaawansowanych biegaczy osiągających wysokie prędkości startowe. W Polsce takich zawodników jest stosunkowo niewielu.
Podobnie wygląda kwestia badań wydolnościowych.
Nie mam nic przeciwko regularnym badaniom zdrowotnym. Morfologia, badania krwi, echo serca czy okresowa kontrola stanu zdrowia to bardzo dobre nawyki. Każdy sportowiec powinien dbać o monitorowanie swojego organizmu.
Problem pojawia się wtedy, gdy amatorzy kilka razy w roku wykonują kosztowne badania wydolnościowe, które w praktyce niewiele zmieniają w ich treningu.
Takie badania mają sens przede wszystkim wtedy, gdy są wykonywane przed rozpoczęciem konkretnego cyklu treningowego i mają pomóc w jego planowaniu. Sam pomiar VO₂max czy wyznaczenie stref tętna nie sprawi jednak, że nagle zaczniemy trenować lepiej.
Wielu biegaczy traktuje wyniki takich testów jak cel sam w sobie. Analizują kolejne liczby, zamiast skupić się na regularnym treningu, regeneracji i konsekwentnej pracy.
Nie można również zapominać, że wokół badań wydolnościowych powstał ogromny rynek. Wiele firm skutecznie przekonuje biegaczy, że bez kolejnego testu nie będą w stanie poprawić swoich wyników.
W rzeczywistości większość amatorów osiągnęłaby znacznie większy progres dzięki systematycznemu treningowi, odpowiedniej regeneracji i cierpliwości.
Technologia sama w sobie nie jest zła. Wręcz przeciwnie, bo wiele nowoczesnych rozwiązań może ułatwić trening i zwiększyć bezpieczeństwo.
Warto jednak pamiętać, że jest ona tylko narzędziem.
Nie pozwólmy, aby liczby, wykresy, aplikacje i kolejne gadżety zastąpiły zdrowy rozsądek, własne odczucia i radość z biegania. Najlepsze efekty nadal daje regularny trening, odpowiednia regeneracja oraz umiejętność słuchania własnego organizmu.
Korzystajcie z technologii tak, aby ona służyła Wam, a nie Wy służyliście jej i portfelom wielkich firm.
Współpraca/plany treningowe: marcinwitkowski1985@gmail.com